Rok 19274 II ery.
Pierwsza Komnata Królewska Twierdzy Isiar.
Do bogato zdobionej sypialni obecnej królowej, wbiegły 3 młodo wyglądające kobiety, mocno rozchylając drzwi. Były ubrane w czarne suknie z białymi falbanami. Umieściły kryształy w mocowaniach, które w jednej chwili rozbłysły jasnym światłem.
Następnie zdjęły drewniany element łoża władczyni, wraz z wszelką pościelą po czym położyły najbardziej puchate i złociste koce w całym królestwie. Rozpaliły ogień w kominie oraz zamknęły okiennice. Po wszystkim wybiegły, a w ich miejsce od razu pojawiły się następne służące, tym razem z wanienkami wypełnionymi ciepłą wodą oraz specyfikami w szklanych buteleczkach.
Wszystkie w pośpiechu przygotowywały coś w moździerzach, tak że jednej z nich przez trzęsące się ręce wymsknął się i stłukł. Ale już po paru sekundach został tak doskonale uprzątnięty, że z podłogi można było jeść.
W trakcie ich starań z korytarza zaczęły dobiegać krzyki kobiety oraz liczne głosy żeńskie. Wreszcie przekroczyły próg ukazując cały obraz sytuacji.
- Mamo! Musisz się położyć. - Powiedziała to młoda, białowłosa dziewczyna o zielonych oczach. Wyglądała na 20 lat. Ubrana w Szarą, podłużną suknie, zdobione pantofle, naszyjnik i kolczyki z lśniących diamentów oraz przypasany u boku miecz. Była trochę przerażona, ale i podekscytowana.
- Veronico, ja nie straciłam zmysłów. Wiem co mam robić. - Skarciła córkę, ale na więcej nie było jej stać z powodu kolejnego skurczu.
Wraz ze służbą ułożyły ją najwygodniej jak mogły w łożu, podsuwając pod głowę poduszki. Przecierały czoło zimnym ręcznikiem oraz przymocowały do boków łoża regulowane podpory, za które księżniczka mogła zacisnąć ręce, by choć trochę pomóc sobie z bólem.
- Księżniczko Veronico. - Dziewczyna odwróciła się do znajomego głosu. Była to kobieta na wygląd 30 lat. Ubrana w całą czarną sukienkę oraz czapkę. - Dziękuję za sprowadzenie Księżniczki Isabelli, już ja dokończę resztę. Natomiast możesz zlecić posłańcowi, by pojechał z wieścią do Królowej z nowiną o porodzie.
- A nie lepiej poinformować babcię po wszystkim?
- Wyślemy wtedy drugiego. Długo czekała na kolejne wnuczęta, po tym jak zginął Twój ojciec. Każde narodzone dziecko królewskiej krwi jest perłą dla Królestwa Isiar i nie powinniśmy zwlekać z wieściami dla królowej. Za to mieszkańcy dowiedzą się dopiero, gdy dziecko przyjdzie na świat. Tak będzie najlepiej. A teraz biegnij i każ straży podwoić ochronę.
- Proszę zaopiekować się mamą. - Wybiegła z komnaty.
Za nią służące zamknęły drzwi, a żołnierze ustawili się przed wejściem do niej w liczbie 20, kłaniając się młodej księżniczce. Każdy z nich został uzbrojony inaczej, choć było sporo podobieństw. Niektórzy nosili połyskujące zbroje, innym wystarczały skórzane pancerze. W ich ekwipunku znajdowały się miecze - długie i krótkie, włócznie, łuki, sztylety oraz tarcze. Wszystkie starannie wykonane z najlepszej stali. Każdy z nich służył rodzinie królewskiej z miłością i wiernością z takim zapałem, że byli gotów oddać życie byle by zatrzymać wroga. Jednak nie mieli go tracić na daremnie. Niezmienny rozkaz od czasów pierwszej królowej brzmiał ,,Walczcie i gińcie, ale przeżyjcie!".
13 godzin później:
Straż jak stała, tak stała, nieprzerwanie przed drzwiami komnaty, a tuż przed drzwiami chodziła w kółko zdenerwowana Veronica. Drzwi wytłumiały odgłosy tak dobrze, że praktycznie nic nie było słychać. Nawet jak przystawiała ucho jej starania spełzały na niczym. Pozostało jej cierpliwie czekać aż poród dobiegnie końca. Była bardzo podekscytowana przyjściem na świat rodzeństwa. Modliła się, by była to dziewczynka. Miała dość brata z którym ciężko się rozmawiało. Myślał tylko o wojaczce. Co gorsza wciągnął na tyle jej narzeczonego, że ten coraz rzadziej widywał się ze swoją ukochaną. Chciała siostry której mogłaby wszystkiego nauczyć. Byłaby to także praktyka wychowawcza przed swoim zamążpójściem i urodzeniem dziecka. A byłyby to wieki, gdyż wampiry królewskiej krwi dojrzewały bardzo długo.
Pierwsza królowa przyjęła, że całkowitą dojrzałość osiągają po przekroczeniu 500 lat. Z czego wyglądały na jakieś 20 lat ludzkich. Po tym wieku ich starzenie jeszcze bardziej spowalniało, praktycznie dając im długowieczność. Żaden wampir królewskiej krwi nigdy nie dożył naturalnej śmierci. Ani pierwsza królowa, ani druga, która miała już 19274 wiosen na karku, a wyglądała, że przekroczyła 35 lat człowieczych. Jej aktualnie rodząca córka liczyła już 8163 wiosny, a wnuczka, Veronica, zaledwie 1403. Jej brat ukończył już 2588 lat, ale nadal nie założył żadnej rodziny, za co wszyscy go ganili.
Istniało parę kast w królestwie Isiar.
Pierwszą i zarazem najważniejszą były wampiry królewskiej krwi. Bardziej przypominały ludzi aniżeli wampiry, a wręcz łączyły cechy obu. Rodzą się naturalnie, nie potrzebują do życia krwi, dzięki czemu mogą kosztować najróżniejszych dań, za to umieją nawet pożreć stal czy drewno pozyskując w ten sposób energię. Choć niektórzy mieli wątłe postury ich siła dorównywała 3 rosłym mężom ludzkim. Każdy z nich posiadał także dar magiczny, który ujawniał się około 200 roku życia. Podobno wszystkie niegdyś należały do pierwszego wampira, który przekazał się swym dzieciom, jednak te wykazywały zawsze tylko jeden. Wszyscy także posiadają śnieżnobiałe włosy. Mogą wybrać na partnera wampira, jak i człowieka, po czym przemieniają ich w pod kastę królewską. Nie różniła się niczym prócz siły i mocy magicznej jaką posiadały te z pierwszej kasty.
Drugą kastą były pospolite wampiry. Nie wiadomo jak powstały, ale podlegały tym z królewskiej krwi, choć zdarzały się bunty, krwawo tłumione. Tworzono je z ludzi, dlatego byli oni głównymi mieszkańcami królestwa. Nie starzeją się i pożywiają jedynie ludzką krwią. Są zimne i czasami otrzymują dar magii bądź powiększają już istniejący. Za to obydwie kasty otrzymują pewne 2 uroki działające bez woli. Przyciągają do siebie ludzi, którzy po prostu się w nich zakochują. W przypadku królewskich działa to ze zdwojoną siłą oraz także na zwyczajne wampiry. Drugim z nich jest to, że każdy wampir jest piękny. Nawet te drugiej kasty stają się ładniejsze i przystojniejsze niezależnie od ich wieku.
Trzecią kastą są ludzcy kandydaci na zostanie wampirem. Niektórzy chcą tego by tylko nim zostać, inni przez długowieczność, jeszcze inni przez przywileje im przypadające.
Do ów kasty zaliczają się także ludzcy magowie, którzy są jednym z trzonów armii, ale nie chcieli zostać długowiecznymi.
Ostatnią, czwartą kastą są zwyczajni ludzie. Główna siła robocza i żywieniowa.
Veronica wychodziła z siebie, mamrocząc pod nosem ,,co tak długo", ale nawet i ona w końcu się doczekała otwarcia komnaty.
Większość służby wyszła zabierając ze sobą wanienki oraz pokrwawione koce. Zostały tylko te, które na co dzień usługiwały księżnej.
- Mamo! - Wpadła niczym strzała od razu siadając obok niej. - Czy to... - Nie mogła oderwać wzroku od tego co trzymała w rękach, przytulając do piersi.
- Ma na imię ALICE. - Powiedziała szeptem. Nie miała sił skierować wzroku na Weronice po tak długim porodzie, która z radości, że stwórca ją wysłuchał, nie mogła opanować emocji i się rozpłakała. Już wyobrażała sobie wszystko co mogła.
- Księżniczko Veronico. Księżniczko Veronico! - Z transu wyrwała ją jedna ze służących. - Proszę wybaczyć, ale czy Panienka mogłaby opuścić komnatę? Pani matka musi odpocząć. - Spojrzała na matkę, która natychmiast zasnęła.
- Proszę nam zaufać. - Odezwała się druga ze służących. - Zaopiekujemy się najlepiej jak tylko możemy matką Panienki oraz Księżniczką Alice.
Veronica pokłoniła się i wyszła. Nie przystoi to królewskiej krwi kłaniać się przed nikim niżej, ale chciała jakoś podziękować za ich ciężką pracę. 3 godziny temu nastała noc, dlatego nie mogła długo świętować. Wysłała posłańców z wieściami, by ci roznieśli ją po kraju, sama udając się do łazienek. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo zmęczona jest. Bowiem nie spała od 40 godzin, będąc wcześniej w podróży, gdy tylko przybyła usłyszała o nadciągającym porodzie.
Twierdza Isiar nie tylko była zamkiem nie do zdobycia. Była ogromna i miała wiele udogodnień. Liczyła łącznie 233 pomieszczenia, nie licząc korytarzy do nich prowadzących. Dla obcych był to istny labirynt z paroma kondygnacjami. W dodatku, który sam potrafił się bronić. Cała twierdza była przepełniona magią ochronną jak i ofensywną i sama decydowała kiedy z niej korzystać. Śmiało można stwierdzić, że była jak żywy organizm. Zawierały się w niej takie pomieszczenia jak sala reprezentująca królową, która rozmiarami była największą znaną na świecie. 4 sale bankietowe, każda posiadała własną kuchnie i tyle samo spiżarni. 5 zbrojowni. 20 pomieszczeń mieszkalnych dla żołnierzy. 30 dla służby. 37 sypialni dla gości. 3 łaźnie, a resztę stanowiły komnaty mieszkalne dla członków rodziny.
Wszystkie pomieszczenia były ozdobione w biel i złoto, a także klejnoty. Przepych grał tu rolę głównie reprezentacyjną, bo skarbiec był przepełniony kosztownościami gromadzonymi przez tysiąclecia. Na ścianach wisiały płótna oraz obrazy, a przy nich stały rzeźby.
Weszła do królewskich łazienek, by po paru dniach w końcu zaznać ciepłej kąpieli. Nie dbała o ogładę, po prostu rzuciła ubrania i miecz w kąt ukazując idealne ciało bez jakiejkolwiek skazy. Choć było perfekcyjne, zawsze stając przed lustrem zastanawiała się, czy na pewno inni je tak widzą. Czy na prawdę podoba się narzeczonemu lub adoratorom, a nie przez urok. Nigdy nie potrafiła odpowiedzieć na to dręczące ją pytanie, ale była pewna, że otrzyma odpowiedź w trakcie ślubu.
Wzięła pierwsze wiadro z gorącą wodą wylewając na siebie wszystko. Tego ciepła jej brakowało. Tej wilgoci w powietrzu otaczającej obolałe ciało. Przeszły ją dreszcze. Następnie wzięła specjalnie wytworzone mydło. Włosy powoli nacierała różnymi kosmetykami. Była bardzo z nich dumna, bo żadna z kobiet w rodzinie nie chciała mieć tak długich włosów, sięgających aż do kolan. Były czasami utrapieniem, ale zdążyła się przyzwyczaić.
Po 20 minutach opłukała się następnym wiadrem. Cały trud tak jakby z niej zszedł. Spiłowała paznokcie na krótko, by dłużej odrastały. Nie wiedziała, czy jutro nie będzie musiała na nowo wyjechać. Nie chciała o tym teraz myśleć. Weszła do małego baseniku, zanurzając się aż po brodę. Chciała tylko odpocząć. Zamknęła oczy.
Zerwała się próbując wykasłać wodę.
- Jaka ja jestem głupia. - Pokręciła głową, by się trochę rozbudzić. - To by była nowina. "Księżniczka Weronika utonęła w łaźni". Matka by mnie ożywiła tylko po to, by zabić ponownie.
Wydostała się basenu oplatając swe ciało białym szlafrokiem, sięgnęła po miecz i wyszła z łazienek nie bacząc na ubrania. Chciała tylko dotrzeć do swego łóżka, położonego na 2 piętrze w komnacie z widokiem na Wieczny Ogród. Uwielbiała woń kwiatów, która z niego docierała. Służba już naszykowała wszystko. Weszła pod wielką, puszystą kołdrę, odkładając miecz obok siebie. W nogach umieszczony był ogrzewacz, a światło zostało powoli zgaszone. Drzwi zamknęły się tak cicho, że nikt nie zorientowałby się, że w ogóle ktoś się ruszył. Pozostała tylko cisza, ciepło i delikatny blask księżyca, który sugerował jedno słowo.
- Dobranoc.
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, ten świat wykreowany podoba mi, o tak modły zostały wysłuchanie... ma siostrę ;)
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia