Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serce w zamieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serce w zamieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 marca 2021

Serce w zamieci - Samotne choć razem

Rok 19324 II ery. 
Twierdza Isiar.

Białowłosa dziewczyna siedziała przy ogromnym stole z rozłożoną mapą świata otoczona przez uzbrojonych żołnierzy. Na niej poustawiane były figurki przedstawiające wojska, potwory, a także...
- Księżniczko Veronico, w okolicach bagien Naren zauważono skupisko niezidentyfikowanych istot. Świadkowie opisali je jako, czarne, straszne i agresywne potwory. Możliwe, ze goniły ich aż do bram miasta, ale nie wiedzą w którym momencie odpuściły. Nie mieli tyle odwagi by odwracać wzroku. 
- Już któryś raz z rzędu pojawiają się nieoczekiwanie i atakują cywilów. Nie możemy dopuścić by w murach wybuchła panika. Kapitanie Ven, musi pan zebrać ludzi i wytropić demony, a także podwoić straż na wartowniach. Możliwe, że z głodu odważą się przypuścić atak.
- Wypełnię każdy rozkaz Panienki. - Ukłonił się nisko, po czym nie szczędząc czasu wyszedł ze spotkania. 
- Jeśli Pani pozwoli, przedstawię sytuację na polu bitwy. 
- Coś się zmieniło prócz niepotrzebnej rzezi trwającej już 60 lat? 
- Najprawdopodobniej w szeregach wrogiej armii pojawił się ktoś, kto sprawia, że żołnierze po obu stronach zamierają i masowo dezerterują. Po minucie chowają broń i wracają do namiotów. Nawet potężni magowie padają za sprawą tej magii, lecz zajmuje im to dłużej czasu. - W sali zaczęły się dyskusje pomiędzy żołnierzami. - Ten stan rzeczy poprzedza czarna mgła opadająca na pola walk. Wszyscy którzy padli ofiarą owej magii, mówią że nie pamiętają nic prócz postaci podobnej do szarej zjawy patrzącej z oddali.
- Czy ktoś z rodziny był pod jej wpływem?
- Tak. Królowa sama padła jej ofiarą, próbując ocucić resztę, lecz nie straciła zmysłów.
- Czyli im potężniejszy użytkownik magii, tym dłużej może się opierać. 
- Panienka może mieć rację. Podobnie sądzą dowódcy, lecz nadal nikt nie wie jak na to odpowiedzieć. Jak się przed tym uchronić czy odpędzić. 
- Taka magia, a ktoś używa jej tylko po to by wojska się rozeszły? Brzmi jak bajka dla dzieci. - Wyłonił się inny głos.
- Szczerze? Możliwe, że trochę zaczynam rozumieć osobę odpowiedzialną za ten incydent. 
- Co Panienka ma na myśli?
- Ta wojna za długo już trwa. Przez jednego człowieka, który miał czelność nazwać się królem i mieć roszczenia do miasta Kolen, które od zamierzchłych czasów należało do obu państw. Przygotował specjalną prowokację, która miała utwierdzić jego lud, że to my rozpoczęliśmy tą rzeź. Zginęło wtedy wiele niewinnych cywilów, a potem ile pokoleń ludzi i wampirów. Przez chciwość jednego skurwiela. 
 W ten, tą napiętą sytuację, przerwały otwierające się drzwi. Z nich wybiegła mała dziewczynka o białych włosach. Na oko miała 2 lata. Trzymała w lewej ręce lalkę. Tuż za nią przybiegły 2 służące, spanikowane i kłaniające się.
- Przepraszamy najmocniej Panienkę za przerwanie ważnych narad, nie mogłyśmy jej dogonić. - W ten czas dziecko zdążyło przylgnąć do nogi siostry podnosząc lalkę w górę. 
- Veli! Bell nie chce do wody! - Choć atmosfera była bardzo poważna, to niektórzy nie wytrzymali próbując ukryć śmiech. Za to księżniczka nie miała pojęcia co powiedzieć. Zarumieniła się ukrywając twarz przed resztą. 
- Na dziś koniec spotkań. Możecie odejść. - Ci ukłonili się i ruszyli tylko przez siebie znanych kierunkach. 
- Alice! Nie możesz przeszkadzać mi w ważnych obowiązkach! - Ukucnęła do młodszej siostry. 
- Najmocniej przepraszamy! Próbowałyśmy zabrać ją do łaźni, ale wykorzystała naszą chwilę nieuwagi i uciekła. 
- Ali! Musisz brać kąpiel! Prawdziwej księżniczce nie przystoi chodzić brudnej! Co by powiedziała... - Ugryzła się w język. - powiedziały koleżanki odwiedzające nas? Hmm?
- Ale ja chce z Veli! Chce pokazać co zrobiłam wraz z Bell! 
- To pokaż mi teraz. 
- Nie! Tajemnica! Tylko Veli może zobaczyć! Tak powiedziała Bell! 
- No dobrze, dobrze. Zobaczę tylko ja. - Pocałowała ją w czoło. - Przygotujcie łaźnie i będziecie wolne. Przez resztę wieczoru sama się nią zajmę. 

W drodze na kąpiel Veronica trzymała ją za rękę próbując dowiedzieć się o co może siostrze chodzić. Jako, że była dzieckiem często umiała wymyślać niestworzone historie, mogąc opowiadać je godzinami, sprawiając, że odciągała sen z powiek starszej siostrze. Ale Veronica uwielbiała słuchać tych fantazji. Przypominały jej własne dziecięce lata, polegające w większości na zabawie. Żyła wtedy beztrosko nie znając prawdy o świecie, dlatego nie zamierzała zabierać tego Alice, którą rodzina praktycznie porzuciła na rzecz wojny. Ich matka była tylko kilka razy w twierdzy, a królowa z resztą zaledwie raz. Nawet jej narzeczony przestał wracać i nie odpowiadał na listy. Wieczorami, gdy tylko zdołała uśpić siostrę, płakała pod kołdrą. Choć była otoczona przez tyle znajomych twarzy, czuła się samotna. Od głupich decyzji ratowała ją tylko uśmiechnięta buzia siostry. Nie mogła jej porzucić, bo wtedy przejęłaby jej własny los. 

W łaźni podczas kąpieli i także po umyciu Bell, Alice postanowiła ujawnić swoją tajemnicę. 
- Veli! Veli! Patrz! - Zagarnęła wodę do małych dłoni, przystawiła do serca i zamknęła oczy. - A telaz musisz zamknąć oczy! 
Zrobiła jak kazała młoda Pani. W jednej chwili poczuła delikatny powiew chłodu. Przez zanurzenie w gorącej wodzie aż przeszły ją ciarki.
- Wystaw lęce! 
- Już. 
Nagle poczuła jak coś strasznie zimnego spadło na jej dłonie. Zacisnęła je. Było śliskie i po chwili mokre. Otworzyła oczy postanawiając zobaczyć co dała jej siostra. Była to nieregularna kostka lodu. 
- Alice? Skąd wzięłaś lód? - Musiała się upewnić co do tysiąca myśli jakie przepłynęły przez jej głowę. 
- Przecież pokazałam! Jesteś nie dobla! Nie patrzyłaś! - Zrobiła obrażoną minę. 
- Czekaj, czekaj, czekaj. Wyczarowałaś go? - To pytanie odmieniło humor na nowo. 
- Tak!! 
- Kiedy zaczęłaś to robić? - Już znała odpowiedź. W jej siostrze przebudziła się magia. 
- Dzisiaj lano! Wpielw się przestlaszyłam, ale pamietałam jak pokazywałaś mi swoją magię! Veli!? To jest moja magia!? Plawda!? 
- T-tak, całkowicie twoja! Muszę przyznać, że zaskoczyłaś swoją starszą siostrę! Ale takie rzeczy nie są TA-JE-MNI-CĄ! -  Chlapnęła ją wodą. 
 Rozpoczęła się kolejna, straszna wojna na to, która się podda pierwsza. Okrzyki, śmiechy i hałas wody niósł się z łaźni przez jeszcze godzinę. W trakcie tego Alice pokazała swój dar wielokrotnie, słuchając rad siostry, której wzrok przykuwał pewien blady znak delikatnie pojawiający się na klatce piersiowej, w miejscu serca, w trakcie używania mocy. Widziała coś takiego pierwszy raz w życiu. 

Następnego dnia, z samego rana, gdy dopiero większość służby wstawała Veronica postanowiła udać się do zbioru książek jej babci. W nocy nie mogła zasnąć zastanawiając się, co to za znak. Nikt znany jej w rodzinie, ani żaden ludzki mag nie posiadał znaków reagujących na magię właściciela. Ba, nawet nie posiali takiej magii. W dodatku to wyglądało tak jakby był on częścią skóry. Musiała dowiedzieć się więcej nim postanowi martwić jej nieobecną rodzinę.
Nigdy nie pozwolono jej otwierać starych ksiąg królowej, a w jej własnych nic na ten temat nie było, dlatego nie miała wyjścia. Dla siostry zrobiłaby wszystko. Tłumaczyła to też tym, że przecież to ona aktualnie rządzi w twierdzy, więc tak jakby odziedziczyła całą zawartość jaką jej zostawiono. 


Studiowała je przez następne 2 tygodnie, ale niczego się nie dowiedziała prócz tego, że magia ta występowała za dawnych lat. Jednak nie było słowa o tym kim byli jej użytkownicy. Musiała odpuścić. Wypytywała się siostry czy nic ją nie boli, ani źle się czuję. Za każdym razem była ta sama odpowiedź w postaci wyczarowywania większej ilości lodu. 
- Chyba nie ma się czym martwić, skoro nic złego się nie dzieje. - Próbowała przekonać samą siebie. - Będę obserwować Alice i rozwijać dar na tyle jak daleko zdołam. Na pewno jest wyjątkowa. Czuję to w sercu. 


Pierwszy raz od chwili narodzin pozwolono Młodej Panience Alice wyjść z murów twierdzy, by pod ochroną przejść na arenę, gdzie odbywały się turnieje i walki pokazowe. Sama arena była na tyle wielka, by pomieścić 1/10 ludności stolicy,  położona na wschód. Była także drugim co do reprezentowania kraju obiektem w państwie. Przed wojną odbywały się tu wyreżyserowane pokazy dawnych lat. Jednak największą atrakcją był turniej mający na celu wytypowanie najlepszego wojownika. Przede wszystkim brali tam udział mężczyźni, którzy chcieli przypodobać się księżniczkom. Bądź co bądź urok działał i dodawał im werwy do walk. Nieraz walczyły tam także kobiety z tych samych powodów. Jednak kaście królewskiej nie wolno było brać udziały w tychże walkach. Byli zbyt potężni i niegdyś w finałach dochodziło do walk rodzinnych. Była to przednia rozrywka dlatego jako nagrodę dla zwycięzcy proponowano pojedynek z losowo wybranym członkiem rodziny, nie licząc królowej. 

- Alice. Chciałabyś czarować tak jak ja?
- Tak! - Odpowiedziała bez namysłu. 
- To dajmy z siebie wszystko, by tak się stało. Dlatego wpierw chciałabym byś bardzo, ale to bardzo skupiła się na tym bukłaku z wodą. Postaraj się zamrozić wodę bez dotykania jej. W tym celu musisz wyobrazić sobie jak przemienia się w lód.
 Wyciągnęła rączki w jego stronę i napięła się. Po pięciu sekundach...
- I jak!? - Spytała Alice niecierpliwie. Veronica poruszyła wodą za pomocą swojej magii. 
- Nic. Musisz skupić się bardziej, bo jesteś zniecierpliwiona. Jeszcze raz. Tym razem pomyśl o tym o czym myślałaś w łaźni. - Minęła minuta, ale nic się nie zmieniło.
- Nie lubię magii! - Usiadła naburmuszona. 
- Nikt nie powiedział, że uda Ci się za drugim razem. - Pogłaskała ją po głowie. - Mi także opanowanie magii zajęło sporo czasu, a nadal ją wzmacniam. Musisz być cierpliwa i ciągle ćwiczyć. Kiedyś prześcigniesz wszystkich, ale to jeszcze nie ten moment. No a teraz ponownie, skup się. Chcę poczuć chłód twej magii. 

W tej chwili jeden z żołnierzy ochrony podbiegł do zajętych sióstr. Nawet nie poczekał na pozwolenie, by przemówić.
- Zawieszenie broni! - Veronica ucieszyła się z tych wieści, lecz dobrze wiedziała, co stanie się podczas obrad pokojowych. 







 

niedziela, 7 marca 2021

Serce w zamieci - Życie za życie

 Pozwolono księżniczce wypoczywać, aż do późnego popołudnia trzeciego dnia, by zregenerowała siły utracone podczas licznych walk i podróży konnych. Na swych barkach nosiła również kontrolowanie podległych miast królestwa, by te nie ociągały się ze szkoleniami wojska oraz przesyłaniem podatków. Nim otworzyła oczy, jej osobista służąca, była gotowa do wypełniania rozkazów. Była młodą kobietą o czarnych włosach i brązowych oczach. Uśmiech nigdy jej nie schodził z twarzy wykonując każdą prośbę.
 Podeszła od prawej strony łóżka.
- Księżniczko, pora wstać i przyszykować się do obowiązków. - Zaczęła marudzić.
- Nie mam ochoty wstawać.
- Panienka musi zejść do głównej sali na oficjalny posiłek. Przyszykowania dobiegną końca za 20 minut i nie wypada się spóźnić. - Zakryła głowę poduszką, przyciskając ją mocno. Trwało to krótko.
- Mmmmm! Już wstaję! 

Służąca pomogła z codzienną toaletą. Dziewczyna założyła przyszykowaną zieloną suknie po czym usiadła przy biurku z wielkim lustrem zaczynając się malować. 
- Mirando. Nie przeszkadza ci twoja praca? - Patrzyła na nią poprzez lustro z zamyślonym spojrzeniem. Zaskoczyła ją tym.
- Skąd to pytanie Panienko? - Wzięła się za rozczesywanie białych włosów.
- Bo zawsze, gdy tu wracam jesteś ciągle przy mnie. Od momentu w którym otworzę oczy, do czasu w którym je zamknę. Gdy idę trenować, gdy wykonuję obowiązki, gdy jem to także ty podajesz mi posiłki. To ty sprzątasz mój pokój i obsługujesz moich gości. Wiesz do czego zmierzam, Mirando? - Ta nie odpowiedziała nic. - Służysz mi od przeszło 10 lat, a masz już 24. Nie myślałaś o założeniu rodziny? Jesteś człowiekiem i się w końcu zestarzejesz, bo nawet nie zostałaś kandydatką. Nie chciałabym byś była nieszczęśliwa u mego boku. 
- Księżniczko...
- Także prosiłam cie tyle razy, że nie musisz zwracać się do mnie formalnie, gdy jesteśmy same. Jesteś moją przyjaciółką, a nie lubię traktować przyjaciół z wyższością.  
- Ve-veronico. - Ta uśmiechnęła się. - Jest ktoś, kogo lubię, ale... 
- Ale?
- Wpierw chciałam spłacić swój dług wobec ciebie.
- Dług? - Zdziwiła się. - Co masz na myśli? - Odwróciła się w stronę Mirandy. 
- Gdy miałam 6 lat trafiłam na ulicę. Nie miałam domu, rodziny, jedzenia ani przyjaciół. Trwało to latami. Pracowałam na skrawki chleba, a nawet kradłam. Myślałam, że umrę w błocie przy stajni i nikt nawet mnie nie zapamięta. Ale wtedy pojawiłaś się ty. Wyglądałaś niczym stwórca. Piękna i czysta. Nie wierzyłam, że kogoś kiedyś zacznę obchodzić. Ale nie dość, że mnie przyjęłaś pod swój dach, to dałaś mi jakiś cel. Broniłaś mnie przed starszymi służącymi gdy popełniałam błędy podczas nauk. Nigdy już nie chodziłam głodna ani brudna. Nigdy nie spałam tak dobrze w wygodnej i ciepłej pościeli. - Łzy zaczęły spływać jej po policzkach. - Zdobyłam... przyjaciółkę, która oddałaby za mnie życie, dlatego... chciałam ci to wszystko wynagrodzić. Oddać część swego odzyskanego życia, by tobie także było lepiej. Dlatego... proszę... daj mi jeszcze spędzić ten rok służąc. 
 
 Veronica nie wytrzymała ze wzruszenia przytulając Mirande najmocniej jak tylko mogła, także się rozpłakując. Zawsze tylko odbierała życie nie zauważając, że podarowała komuś je na nowo. Wielki ciężar spadł jej z serca. Nie była jedynie potworem. 
- Zgodzę się, ale obiecaj mi to, że za rok zaczniesz myśleć tylko o sobie. Ja już załatwię wszystkie formalności.
- Dziękuję. 

Trwały tak parę minut. 
- Księ... Veronico. Spóźnisz się na posiłek. Trzeba także poprawić makijaż, bo troszkę się zmył. 
- Nie szkodzi, pójdę dziś bez niego. Miał tylko podkreślać oczy. 


 Weszła do sali w ostatniej chwili. Czekała tam na nią Matka siedząca po prawej stronie stołu, tuż obok miejsca przeznaczonego dla królowej. Veronica usiadła na przeciw niej. Od razu służba podała pierwsze dania, po czym opuściła salę. Już wiedziała, że było to wcześniej wydane polecenie. Czuła na sobie wzrok rodzicielki, przeszywający ją bez przeszkód. Tej magii nie dało się przeciwstawić ani się przed nią obronić. Po prostu była. 
 Magią księżnej było przewidywanie przyszłości. Nieskończonej liczby możliwych scenariuszy, których nie mogła zmienić, a jedynie modlić się, by te najgorsze się nie przytrafiły. W dodatku nikomu nic nigdy nie wyjawiła przez jedną z klątw tej magii. Gdy tylko chciałaby przekazać przyszłość, niemal od razu zapominała co to będzie. Jej przewidywania były nieomylne tylko do 3 sekund w przód, a im dalej widziała, tym więcej zmiennych i niepewności się ujawniało. 
- Mamo, jak się czujesz? - Spytała po dłuższej ciszy. 
- W porządku. Wróciłam już do pełni sił, a Alice aktualnie śpi. - Odpowiedziała nim usłyszała drugie pytanie. 
- To dobrze. - Zawsze miała problemy rozmawiać z matką. Myśl, że ona wie wszystko sprawiało, że blokowała się. Przecież nie trzeba było w ogóle wyrażać słów, by powiedzieć jej cokolwiek. 
- Veronico, chciałabym byś została w Twierdzy na dłużej. 
- Ale czemu? Przecież potrzebują mnie na froncie! Choć ludzie są słabsi fizycznie od nas to posiadają bardzo dobrze wyszkolonych magów oraz swoje elitarne jednostki gwardii miecza! Jeśli nie zjawie się z powrotem, to...
- To nic się nie stanie. Ja zastąpię Cię jako dowódca. Za długo siedziałam w murach jako 1 księżniczka. Gdyby nie to, że nosiłam pod sercem twoją siostrę, już dawno bym podjęła tą decyzję. Królowa jest podobnego zdania. Chciałybyśmy byś objęła pieczę nad stolicą oraz broniła Alice jako przygotowanie do przyszłych obowiązków.
- Ale jak to ja? Nie nadaję się na władcę. Przecież to ty byłaś kandydatką na królową. Nawet ciocia jest lepsza. 
- Królowa uważa inaczej i ja się z nią zgadzam. Mówisz, że się nie nadajesz? 
Plotki i relacje namiestników wraz z mieszkańcami potwierdzają, że nikt inny jak ty, pasujesz na to stanowisko. 
Jesteś tym, kim królowa powinna być. Mądra i stanowcza, ale nie przesłania to twojej dobroci. Nie żywiłaś nigdy do nikogo nienawiści. Znasz wiele aspektów życia oraz troszczysz się o poddanych. Tak, doszły nas słuchy, że potajemnie założyłaś miejsce w którym sieroty mogą znaleźć schronienie oraz większość z nich trafia do nas jako przyszła służba. Dodatkowo znasz rzemiosło wojenne oraz smak zwycięstw i porażek, bólu i cierpienia. Wiem, że płaczesz po poległych obydwu stron. To jest prawdziwa odwaga. Dlatego to Ty zostaniesz królową, która stworzy nowy rozdział w naszej historii, lecz nim to nastanie, przygotujemy dla ciebie podłoże na którym wybudujesz swój własny zamek. Jako pierwszą powinność przyszłej królowej, zadbaj o to, by w stolicy było bezpiecznie, a twoja siostra wyrosła na wspaniałą księżniczkę, która nie będzie musiała martwić się o swoją przyszłość, bo my zadbamy o twoją. 
- Ale... - Matka Veronici wstała i uklękła przed nią.
- Córko, uwierz nam w to co usłyszałaś. Może masz nas niekiedy za potwory w naszym postępowaniu, ale to właśnie dlatego podjęłyśmy tą decyzję. Bo my nie jesteśmy na tyle silne, by się zmienić. 
- Ale ja nie wiem co mam robić. Skąd mam wiedzieć co będzie najlepsze dla królestwa. To ty powinnaś ze swoim darem zasiąść na tronie. Mogłabyś uchronić wiele więcej niż ja z moją manipulacją przedmiotami. 
- Tu nie chodzi o dar, a o to co masz tutaj w środku. - Wskazała na serce. - To nigdy cię nie zawiedzie. Nasze jest zbyt oschłe przez to co musiałyśmy przeżyć. Nie umiemy zmienić siebie, ale możemy cię wesprzeć byś zmieniła nasz lud, a raczej wskazała mu drogę. Bo nie można nikogo siłą zmienić. To było największym naszym błędem. 


Po skończonej rozmowie i obiedzie, zostało wygłoszone rozporządzenie o nowej władczyni stolicy do czasu powrotu królowej. Matka Veronici wyjechała wieczorem, gdy tylko skończyła pouczać służbę o opiece nad Alice. 
- Czy Panienka chciałaby potrzymać Panienkę Alice? Na pewno ucieszy się widząc swoją siostrę. Podobno nawet małe dzieci wyczuwają członków rodziny, a przynajmniej tak powiedziała księżniczka Isabela. 
 W pierwszej chwili się trochę wystraszyła, bo jeszcze nigdy nie trzymała tak małego dziecka. 
- Proszę się nie bać i delikatnie zastąpić moje ręce. Musi Panienka podtrzymywać całe ciało, w szczególności główkę. Bardzo dobrze. 
 Strach odszedł już po paru sekundach. Nie mogła oderwać wzroku od niebieskich oczu wpatrzonych w nią jak w obrazek. Czuła podekscytowanie, że kiedyś i ona urodzi taką małą istotkę, ale jednocześnie na końcu języka przeklinała matkę, za opuszczenie tego cudu. 
- Na chwilę obecną jest malutka, ale z biegiem długich lat, gdy już troszkę podrośnie, dowiemy się jaką mocą dysponuje. 
- Nie pamiętam kiedy ja odkryłam swoją. 
- Jeśli mnie pamięć nie myli, to pierwsze wzmianki o mocy Panienki pojawiły się w wieku 50 lat. Sprawiało to Panience wielką frajdę, gdy talerze tłukły się jeden za drugim, latając po pomieszczeniach. - Odwróciła wzrok z zażenowania. 
- Pa-pamiętam. 
- Oby tylko nie było powtórki, bo twórca tych zastaw umarł nie przekazując wiedzy ich obróbki swoim uczniom. 
- Tak. Oby.










sobota, 6 marca 2021

Serce w zamieci - Będąc wśród żywych

Rok 19274 II ery.
Pierwsza Komnata Królewska Twierdzy Isiar. 

 Do bogato zdobionej sypialni obecnej królowej, wbiegły 3 młodo wyglądające kobiety, mocno rozchylając drzwi. Były ubrane w czarne suknie z białymi falbanami. Umieściły kryształy w mocowaniach, które w jednej chwili rozbłysły jasnym światłem.
Następnie zdjęły drewniany element łoża władczyni, wraz z wszelką pościelą po czym położyły najbardziej puchate i złociste koce w całym królestwie. Rozpaliły ogień w kominie oraz zamknęły okiennice. Po wszystkim wybiegły, a w ich miejsce od razu pojawiły się następne służące, tym razem z wanienkami wypełnionymi ciepłą wodą oraz specyfikami w szklanych buteleczkach. 
Wszystkie w pośpiechu przygotowywały coś w moździerzach, tak że jednej z nich przez trzęsące się ręce wymsknął się i stłukł. Ale już po paru sekundach został tak doskonale uprzątnięty, że z podłogi można było jeść.
 W trakcie ich starań z korytarza zaczęły dobiegać krzyki kobiety oraz liczne głosy żeńskie. Wreszcie przekroczyły próg ukazując cały obraz sytuacji.
- Mamo! Musisz się położyć. - Powiedziała to młoda, białowłosa dziewczyna o zielonych oczach. Wyglądała na 20 lat. Ubrana w Szarą, podłużną suknie, zdobione pantofle, naszyjnik i kolczyki z lśniących diamentów oraz przypasany u boku miecz. Była trochę przerażona, ale i podekscytowana.
- Veronico, ja nie straciłam zmysłów. Wiem co mam robić. - Skarciła córkę, ale na więcej nie było jej stać z powodu kolejnego skurczu. 
 Wraz ze służbą ułożyły ją najwygodniej jak mogły w łożu, podsuwając pod głowę poduszki. Przecierały czoło zimnym ręcznikiem oraz przymocowały do boków łoża regulowane podpory, za które księżniczka mogła zacisnąć ręce, by choć trochę pomóc sobie z bólem.
- Księżniczko Veronico. - Dziewczyna odwróciła się do znajomego głosu. Była to kobieta na wygląd 30 lat. Ubrana w całą czarną sukienkę oraz czapkę. - Dziękuję za sprowadzenie Księżniczki Isabelli, już ja dokończę resztę. Natomiast możesz zlecić posłańcowi, by pojechał z wieścią do Królowej z nowiną o porodzie. 
- A nie lepiej poinformować babcię po wszystkim? 
- Wyślemy wtedy drugiego. Długo czekała na kolejne wnuczęta, po tym jak zginął Twój ojciec. Każde narodzone dziecko królewskiej krwi jest perłą dla Królestwa Isiar i nie powinniśmy zwlekać z wieściami dla królowej. Za to mieszkańcy dowiedzą się dopiero, gdy dziecko przyjdzie na świat. Tak będzie najlepiej. A teraz biegnij i każ straży podwoić ochronę. 
- Proszę zaopiekować się mamą. - Wybiegła z komnaty. 
 Za nią służące zamknęły drzwi, a żołnierze ustawili się przed wejściem do niej w liczbie 20, kłaniając się młodej księżniczce. Każdy z nich został uzbrojony inaczej, choć było sporo podobieństw. Niektórzy nosili połyskujące zbroje, innym wystarczały skórzane pancerze. W ich ekwipunku znajdowały się miecze - długie i krótkie, włócznie, łuki, sztylety oraz tarcze. Wszystkie starannie wykonane z najlepszej stali. Każdy z nich służył rodzinie królewskiej z miłością i wiernością z takim zapałem, że byli gotów oddać życie byle by zatrzymać wroga. Jednak nie mieli go tracić na daremnie. Niezmienny rozkaz od czasów pierwszej królowej brzmiał ,,Walczcie i gińcie, ale przeżyjcie!".

13 godzin później: 
Straż jak stała, tak stała, nieprzerwanie przed drzwiami komnaty, a tuż przed drzwiami chodziła w kółko zdenerwowana Veronica. Drzwi wytłumiały odgłosy tak dobrze, że praktycznie nic nie było słychać. Nawet jak przystawiała ucho jej starania spełzały na niczym. Pozostało jej cierpliwie czekać aż poród dobiegnie końca. Była bardzo podekscytowana przyjściem na świat rodzeństwa. Modliła się, by była to dziewczynka. Miała dość brata z którym ciężko się rozmawiało. Myślał tylko o wojaczce. Co gorsza wciągnął na tyle jej narzeczonego, że ten coraz rzadziej widywał się ze swoją ukochaną. Chciała siostry której mogłaby wszystkiego nauczyć. Byłaby to także praktyka wychowawcza przed swoim zamążpójściem i urodzeniem dziecka. A byłyby to wieki, gdyż wampiry królewskiej krwi dojrzewały bardzo długo. 
 Pierwsza królowa przyjęła, że całkowitą dojrzałość osiągają po przekroczeniu 500 lat. Z czego wyglądały na jakieś 20 lat ludzkich. Po tym wieku ich starzenie jeszcze bardziej spowalniało, praktycznie dając im długowieczność. Żaden wampir królewskiej krwi nigdy nie dożył naturalnej śmierci. Ani pierwsza królowa, ani druga, która miała już 19274 wiosen na karku, a wyglądała, że przekroczyła 35 lat człowieczych. Jej aktualnie rodząca córka liczyła już 8163 wiosny, a wnuczka, Veronica, zaledwie 1403. Jej brat ukończył już 2588 lat, ale nadal nie założył żadnej rodziny, za co wszyscy go ganili. 

 Istniało parę kast w królestwie Isiar. 

 Pierwszą i zarazem najważniejszą były wampiry królewskiej krwi. Bardziej przypominały ludzi aniżeli wampiry, a wręcz łączyły cechy obu. Rodzą się naturalnie, nie potrzebują do życia krwi, dzięki czemu mogą kosztować najróżniejszych dań, za to umieją nawet pożreć stal czy drewno pozyskując w ten sposób energię. Choć niektórzy mieli wątłe postury ich siła dorównywała 3 rosłym mężom ludzkim. Każdy z nich posiadał także dar magiczny, który ujawniał się około 200 roku życia. Podobno wszystkie niegdyś należały do pierwszego wampira, który przekazał się swym dzieciom, jednak te wykazywały zawsze tylko jeden. Wszyscy także posiadają śnieżnobiałe włosy. Mogą wybrać na partnera wampira, jak i człowieka, po czym przemieniają ich w pod kastę królewską. Nie różniła się niczym prócz siły i mocy magicznej jaką posiadały te z pierwszej kasty.

 Drugą kastą były pospolite wampiry. Nie wiadomo jak powstały, ale podlegały tym z królewskiej krwi, choć zdarzały się bunty, krwawo tłumione. Tworzono je z ludzi, dlatego byli oni głównymi mieszkańcami królestwa. Nie starzeją się i pożywiają jedynie ludzką krwią. Są zimne i czasami otrzymują dar magii bądź powiększają już istniejący. Za to obydwie kasty otrzymują pewne 2 uroki działające bez woli. Przyciągają do siebie ludzi, którzy po prostu się w nich zakochują. W przypadku królewskich działa to ze zdwojoną siłą oraz także na zwyczajne wampiry. Drugim z nich jest to, że każdy wampir jest piękny. Nawet te drugiej kasty stają się ładniejsze i przystojniejsze niezależnie od ich wieku. 

 Trzecią kastą są ludzcy kandydaci na zostanie wampirem. Niektórzy chcą tego by tylko nim zostać, inni przez długowieczność, jeszcze inni przez przywileje im przypadające. 
Do ów kasty zaliczają się także ludzcy magowie, którzy są jednym z trzonów armii, ale nie chcieli zostać długowiecznymi.
 
 Ostatnią, czwartą kastą są zwyczajni ludzie. Główna siła robocza i żywieniowa.


Veronica wychodziła z siebie, mamrocząc pod nosem ,,co tak długo", ale nawet i ona w końcu się doczekała otwarcia komnaty. 
Większość służby wyszła zabierając ze sobą wanienki oraz pokrwawione koce. Zostały tylko te, które na co dzień usługiwały księżnej. 
- Mamo! - Wpadła niczym strzała od razu siadając obok niej. - Czy to... - Nie mogła oderwać wzroku od tego co trzymała w rękach, przytulając do piersi.
- Ma na imię ALICE. - Powiedziała szeptem. Nie miała sił skierować wzroku na Weronice po tak długim porodzie, która z radości, że stwórca ją wysłuchał, nie mogła opanować emocji i się rozpłakała. Już wyobrażała sobie wszystko co mogła. 
- Księżniczko Veronico. Księżniczko Veronico! - Z transu wyrwała ją jedna ze służących. - Proszę wybaczyć, ale czy Panienka mogłaby opuścić komnatę? Pani matka musi odpocząć. - Spojrzała na matkę, która natychmiast zasnęła. 
- Proszę nam zaufać. - Odezwała się druga ze służących. - Zaopiekujemy się najlepiej jak tylko możemy matką Panienki oraz Księżniczką Alice. 
 Veronica pokłoniła się i wyszła. Nie przystoi to królewskiej krwi kłaniać się przed nikim niżej, ale chciała jakoś podziękować za ich ciężką pracę. 3 godziny temu nastała noc, dlatego nie mogła długo świętować. Wysłała posłańców z wieściami, by ci roznieśli ją po kraju, sama udając się do łazienek. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo zmęczona jest. Bowiem nie spała od 40 godzin, będąc wcześniej w podróży, gdy tylko przybyła usłyszała o nadciągającym porodzie. 

 Twierdza Isiar nie tylko była zamkiem nie do zdobycia. Była ogromna i miała wiele udogodnień. Liczyła łącznie 233 pomieszczenia, nie licząc korytarzy do nich prowadzących. Dla obcych był to istny labirynt z paroma kondygnacjami. W dodatku, który sam potrafił się bronić. Cała twierdza była przepełniona magią ochronną jak i ofensywną i sama decydowała kiedy z niej korzystać. Śmiało można stwierdzić, że była jak żywy organizm. Zawierały się w niej takie pomieszczenia jak sala reprezentująca królową, która rozmiarami była największą znaną na świecie. 4 sale bankietowe, każda posiadała własną kuchnie i tyle samo spiżarni. 5 zbrojowni. 20 pomieszczeń mieszkalnych dla żołnierzy. 30 dla służby. 37 sypialni dla gości. 3 łaźnie, a resztę stanowiły komnaty mieszkalne dla członków rodziny. 
Wszystkie pomieszczenia były ozdobione w biel i złoto, a także klejnoty. Przepych grał tu rolę głównie reprezentacyjną, bo skarbiec był przepełniony kosztownościami gromadzonymi przez tysiąclecia. Na ścianach wisiały płótna oraz obrazy, a przy nich stały rzeźby.

Weszła do królewskich łazienek, by po paru dniach w końcu zaznać ciepłej kąpieli. Nie dbała o ogładę, po prostu rzuciła ubrania i miecz w kąt ukazując idealne ciało bez jakiejkolwiek skazy. Choć było perfekcyjne, zawsze stając przed lustrem zastanawiała się, czy na pewno inni je tak widzą. Czy na prawdę podoba się narzeczonemu lub adoratorom, a nie przez urok. Nigdy nie potrafiła odpowiedzieć na to dręczące ją pytanie, ale była pewna, że otrzyma odpowiedź w trakcie ślubu. 
 Wzięła pierwsze wiadro z gorącą wodą wylewając na siebie wszystko. Tego ciepła jej brakowało. Tej wilgoci w powietrzu otaczającej obolałe ciało. Przeszły ją dreszcze. Następnie wzięła specjalnie wytworzone mydło. Włosy powoli nacierała różnymi kosmetykami. Była bardzo z nich dumna, bo żadna z kobiet w rodzinie nie chciała mieć tak długich włosów, sięgających aż do kolan. Były czasami utrapieniem, ale zdążyła się przyzwyczaić. 
Po 20 minutach opłukała się następnym wiadrem. Cały trud tak jakby z niej zszedł. Spiłowała paznokcie na krótko, by dłużej odrastały. Nie wiedziała, czy jutro nie będzie musiała na nowo wyjechać. Nie chciała o tym teraz myśleć. Weszła do małego baseniku, zanurzając się aż po brodę. Chciała tylko odpocząć. Zamknęła oczy. 
 Zerwała się próbując wykasłać wodę. 
- Jaka ja jestem głupia. - Pokręciła głową, by się trochę rozbudzić. - To by była nowina. "Księżniczka Weronika utonęła w łaźni". Matka by mnie ożywiła tylko po to, by zabić ponownie. 
Wydostała się basenu oplatając swe ciało białym szlafrokiem, sięgnęła po miecz i wyszła z łazienek nie bacząc na ubrania. Chciała tylko dotrzeć do swego łóżka, położonego na 2 piętrze w komnacie z widokiem na Wieczny Ogród. Uwielbiała woń kwiatów, która z niego docierała. Służba już naszykowała wszystko. Weszła pod wielką, puszystą kołdrę, odkładając miecz obok siebie. W nogach umieszczony był ogrzewacz, a światło zostało powoli zgaszone. Drzwi zamknęły się tak cicho, że nikt nie zorientowałby się, że w ogóle ktoś się ruszył. Pozostała tylko cisza, ciepło i delikatny blask księżyca, który sugerował jedno słowo.
- Dobranoc. 




Serce w zamieci - Samotne choć razem

Rok 19324 II ery.  Twierdza Isiar. Białowłosa dziewczyna siedziała przy ogromnym stole z rozłożoną mapą świata otoczona przez uzbrojonych żo...