niedziela, 7 marca 2021

Serce w zamieci - Życie za życie

 Pozwolono księżniczce wypoczywać, aż do późnego popołudnia trzeciego dnia, by zregenerowała siły utracone podczas licznych walk i podróży konnych. Na swych barkach nosiła również kontrolowanie podległych miast królestwa, by te nie ociągały się ze szkoleniami wojska oraz przesyłaniem podatków. Nim otworzyła oczy, jej osobista służąca, była gotowa do wypełniania rozkazów. Była młodą kobietą o czarnych włosach i brązowych oczach. Uśmiech nigdy jej nie schodził z twarzy wykonując każdą prośbę.
 Podeszła od prawej strony łóżka.
- Księżniczko, pora wstać i przyszykować się do obowiązków. - Zaczęła marudzić.
- Nie mam ochoty wstawać.
- Panienka musi zejść do głównej sali na oficjalny posiłek. Przyszykowania dobiegną końca za 20 minut i nie wypada się spóźnić. - Zakryła głowę poduszką, przyciskając ją mocno. Trwało to krótko.
- Mmmmm! Już wstaję! 

Służąca pomogła z codzienną toaletą. Dziewczyna założyła przyszykowaną zieloną suknie po czym usiadła przy biurku z wielkim lustrem zaczynając się malować. 
- Mirando. Nie przeszkadza ci twoja praca? - Patrzyła na nią poprzez lustro z zamyślonym spojrzeniem. Zaskoczyła ją tym.
- Skąd to pytanie Panienko? - Wzięła się za rozczesywanie białych włosów.
- Bo zawsze, gdy tu wracam jesteś ciągle przy mnie. Od momentu w którym otworzę oczy, do czasu w którym je zamknę. Gdy idę trenować, gdy wykonuję obowiązki, gdy jem to także ty podajesz mi posiłki. To ty sprzątasz mój pokój i obsługujesz moich gości. Wiesz do czego zmierzam, Mirando? - Ta nie odpowiedziała nic. - Służysz mi od przeszło 10 lat, a masz już 24. Nie myślałaś o założeniu rodziny? Jesteś człowiekiem i się w końcu zestarzejesz, bo nawet nie zostałaś kandydatką. Nie chciałabym byś była nieszczęśliwa u mego boku. 
- Księżniczko...
- Także prosiłam cie tyle razy, że nie musisz zwracać się do mnie formalnie, gdy jesteśmy same. Jesteś moją przyjaciółką, a nie lubię traktować przyjaciół z wyższością.  
- Ve-veronico. - Ta uśmiechnęła się. - Jest ktoś, kogo lubię, ale... 
- Ale?
- Wpierw chciałam spłacić swój dług wobec ciebie.
- Dług? - Zdziwiła się. - Co masz na myśli? - Odwróciła się w stronę Mirandy. 
- Gdy miałam 6 lat trafiłam na ulicę. Nie miałam domu, rodziny, jedzenia ani przyjaciół. Trwało to latami. Pracowałam na skrawki chleba, a nawet kradłam. Myślałam, że umrę w błocie przy stajni i nikt nawet mnie nie zapamięta. Ale wtedy pojawiłaś się ty. Wyglądałaś niczym stwórca. Piękna i czysta. Nie wierzyłam, że kogoś kiedyś zacznę obchodzić. Ale nie dość, że mnie przyjęłaś pod swój dach, to dałaś mi jakiś cel. Broniłaś mnie przed starszymi służącymi gdy popełniałam błędy podczas nauk. Nigdy już nie chodziłam głodna ani brudna. Nigdy nie spałam tak dobrze w wygodnej i ciepłej pościeli. - Łzy zaczęły spływać jej po policzkach. - Zdobyłam... przyjaciółkę, która oddałaby za mnie życie, dlatego... chciałam ci to wszystko wynagrodzić. Oddać część swego odzyskanego życia, by tobie także było lepiej. Dlatego... proszę... daj mi jeszcze spędzić ten rok służąc. 
 
 Veronica nie wytrzymała ze wzruszenia przytulając Mirande najmocniej jak tylko mogła, także się rozpłakując. Zawsze tylko odbierała życie nie zauważając, że podarowała komuś je na nowo. Wielki ciężar spadł jej z serca. Nie była jedynie potworem. 
- Zgodzę się, ale obiecaj mi to, że za rok zaczniesz myśleć tylko o sobie. Ja już załatwię wszystkie formalności.
- Dziękuję. 

Trwały tak parę minut. 
- Księ... Veronico. Spóźnisz się na posiłek. Trzeba także poprawić makijaż, bo troszkę się zmył. 
- Nie szkodzi, pójdę dziś bez niego. Miał tylko podkreślać oczy. 


 Weszła do sali w ostatniej chwili. Czekała tam na nią Matka siedząca po prawej stronie stołu, tuż obok miejsca przeznaczonego dla królowej. Veronica usiadła na przeciw niej. Od razu służba podała pierwsze dania, po czym opuściła salę. Już wiedziała, że było to wcześniej wydane polecenie. Czuła na sobie wzrok rodzicielki, przeszywający ją bez przeszkód. Tej magii nie dało się przeciwstawić ani się przed nią obronić. Po prostu była. 
 Magią księżnej było przewidywanie przyszłości. Nieskończonej liczby możliwych scenariuszy, których nie mogła zmienić, a jedynie modlić się, by te najgorsze się nie przytrafiły. W dodatku nikomu nic nigdy nie wyjawiła przez jedną z klątw tej magii. Gdy tylko chciałaby przekazać przyszłość, niemal od razu zapominała co to będzie. Jej przewidywania były nieomylne tylko do 3 sekund w przód, a im dalej widziała, tym więcej zmiennych i niepewności się ujawniało. 
- Mamo, jak się czujesz? - Spytała po dłuższej ciszy. 
- W porządku. Wróciłam już do pełni sił, a Alice aktualnie śpi. - Odpowiedziała nim usłyszała drugie pytanie. 
- To dobrze. - Zawsze miała problemy rozmawiać z matką. Myśl, że ona wie wszystko sprawiało, że blokowała się. Przecież nie trzeba było w ogóle wyrażać słów, by powiedzieć jej cokolwiek. 
- Veronico, chciałabym byś została w Twierdzy na dłużej. 
- Ale czemu? Przecież potrzebują mnie na froncie! Choć ludzie są słabsi fizycznie od nas to posiadają bardzo dobrze wyszkolonych magów oraz swoje elitarne jednostki gwardii miecza! Jeśli nie zjawie się z powrotem, to...
- To nic się nie stanie. Ja zastąpię Cię jako dowódca. Za długo siedziałam w murach jako 1 księżniczka. Gdyby nie to, że nosiłam pod sercem twoją siostrę, już dawno bym podjęła tą decyzję. Królowa jest podobnego zdania. Chciałybyśmy byś objęła pieczę nad stolicą oraz broniła Alice jako przygotowanie do przyszłych obowiązków.
- Ale jak to ja? Nie nadaję się na władcę. Przecież to ty byłaś kandydatką na królową. Nawet ciocia jest lepsza. 
- Królowa uważa inaczej i ja się z nią zgadzam. Mówisz, że się nie nadajesz? 
Plotki i relacje namiestników wraz z mieszkańcami potwierdzają, że nikt inny jak ty, pasujesz na to stanowisko. 
Jesteś tym, kim królowa powinna być. Mądra i stanowcza, ale nie przesłania to twojej dobroci. Nie żywiłaś nigdy do nikogo nienawiści. Znasz wiele aspektów życia oraz troszczysz się o poddanych. Tak, doszły nas słuchy, że potajemnie założyłaś miejsce w którym sieroty mogą znaleźć schronienie oraz większość z nich trafia do nas jako przyszła służba. Dodatkowo znasz rzemiosło wojenne oraz smak zwycięstw i porażek, bólu i cierpienia. Wiem, że płaczesz po poległych obydwu stron. To jest prawdziwa odwaga. Dlatego to Ty zostaniesz królową, która stworzy nowy rozdział w naszej historii, lecz nim to nastanie, przygotujemy dla ciebie podłoże na którym wybudujesz swój własny zamek. Jako pierwszą powinność przyszłej królowej, zadbaj o to, by w stolicy było bezpiecznie, a twoja siostra wyrosła na wspaniałą księżniczkę, która nie będzie musiała martwić się o swoją przyszłość, bo my zadbamy o twoją. 
- Ale... - Matka Veronici wstała i uklękła przed nią.
- Córko, uwierz nam w to co usłyszałaś. Może masz nas niekiedy za potwory w naszym postępowaniu, ale to właśnie dlatego podjęłyśmy tą decyzję. Bo my nie jesteśmy na tyle silne, by się zmienić. 
- Ale ja nie wiem co mam robić. Skąd mam wiedzieć co będzie najlepsze dla królestwa. To ty powinnaś ze swoim darem zasiąść na tronie. Mogłabyś uchronić wiele więcej niż ja z moją manipulacją przedmiotami. 
- Tu nie chodzi o dar, a o to co masz tutaj w środku. - Wskazała na serce. - To nigdy cię nie zawiedzie. Nasze jest zbyt oschłe przez to co musiałyśmy przeżyć. Nie umiemy zmienić siebie, ale możemy cię wesprzeć byś zmieniła nasz lud, a raczej wskazała mu drogę. Bo nie można nikogo siłą zmienić. To było największym naszym błędem. 


Po skończonej rozmowie i obiedzie, zostało wygłoszone rozporządzenie o nowej władczyni stolicy do czasu powrotu królowej. Matka Veronici wyjechała wieczorem, gdy tylko skończyła pouczać służbę o opiece nad Alice. 
- Czy Panienka chciałaby potrzymać Panienkę Alice? Na pewno ucieszy się widząc swoją siostrę. Podobno nawet małe dzieci wyczuwają członków rodziny, a przynajmniej tak powiedziała księżniczka Isabela. 
 W pierwszej chwili się trochę wystraszyła, bo jeszcze nigdy nie trzymała tak małego dziecka. 
- Proszę się nie bać i delikatnie zastąpić moje ręce. Musi Panienka podtrzymywać całe ciało, w szczególności główkę. Bardzo dobrze. 
 Strach odszedł już po paru sekundach. Nie mogła oderwać wzroku od niebieskich oczu wpatrzonych w nią jak w obrazek. Czuła podekscytowanie, że kiedyś i ona urodzi taką małą istotkę, ale jednocześnie na końcu języka przeklinała matkę, za opuszczenie tego cudu. 
- Na chwilę obecną jest malutka, ale z biegiem długich lat, gdy już troszkę podrośnie, dowiemy się jaką mocą dysponuje. 
- Nie pamiętam kiedy ja odkryłam swoją. 
- Jeśli mnie pamięć nie myli, to pierwsze wzmianki o mocy Panienki pojawiły się w wieku 50 lat. Sprawiało to Panience wielką frajdę, gdy talerze tłukły się jeden za drugim, latając po pomieszczeniach. - Odwróciła wzrok z zażenowania. 
- Pa-pamiętam. 
- Oby tylko nie było powtórki, bo twórca tych zastaw umarł nie przekazując wiedzy ich obróbki swoim uczniom. 
- Tak. Oby.










1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    wspaniale, księżniczka Victorie, królową to będzie bardzo interesujące...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Serce w zamieci - Samotne choć razem

Rok 19324 II ery.  Twierdza Isiar. Białowłosa dziewczyna siedziała przy ogromnym stole z rozłożoną mapą świata otoczona przez uzbrojonych żo...