piątek, 12 marca 2021

Serce w zamieci - Samotne choć razem

Rok 19324 II ery. 
Twierdza Isiar.

Białowłosa dziewczyna siedziała przy ogromnym stole z rozłożoną mapą świata otoczona przez uzbrojonych żołnierzy. Na niej poustawiane były figurki przedstawiające wojska, potwory, a także...
- Księżniczko Veronico, w okolicach bagien Naren zauważono skupisko niezidentyfikowanych istot. Świadkowie opisali je jako, czarne, straszne i agresywne potwory. Możliwe, ze goniły ich aż do bram miasta, ale nie wiedzą w którym momencie odpuściły. Nie mieli tyle odwagi by odwracać wzroku. 
- Już któryś raz z rzędu pojawiają się nieoczekiwanie i atakują cywilów. Nie możemy dopuścić by w murach wybuchła panika. Kapitanie Ven, musi pan zebrać ludzi i wytropić demony, a także podwoić straż na wartowniach. Możliwe, że z głodu odważą się przypuścić atak.
- Wypełnię każdy rozkaz Panienki. - Ukłonił się nisko, po czym nie szczędząc czasu wyszedł ze spotkania. 
- Jeśli Pani pozwoli, przedstawię sytuację na polu bitwy. 
- Coś się zmieniło prócz niepotrzebnej rzezi trwającej już 60 lat? 
- Najprawdopodobniej w szeregach wrogiej armii pojawił się ktoś, kto sprawia, że żołnierze po obu stronach zamierają i masowo dezerterują. Po minucie chowają broń i wracają do namiotów. Nawet potężni magowie padają za sprawą tej magii, lecz zajmuje im to dłużej czasu. - W sali zaczęły się dyskusje pomiędzy żołnierzami. - Ten stan rzeczy poprzedza czarna mgła opadająca na pola walk. Wszyscy którzy padli ofiarą owej magii, mówią że nie pamiętają nic prócz postaci podobnej do szarej zjawy patrzącej z oddali.
- Czy ktoś z rodziny był pod jej wpływem?
- Tak. Królowa sama padła jej ofiarą, próbując ocucić resztę, lecz nie straciła zmysłów.
- Czyli im potężniejszy użytkownik magii, tym dłużej może się opierać. 
- Panienka może mieć rację. Podobnie sądzą dowódcy, lecz nadal nikt nie wie jak na to odpowiedzieć. Jak się przed tym uchronić czy odpędzić. 
- Taka magia, a ktoś używa jej tylko po to by wojska się rozeszły? Brzmi jak bajka dla dzieci. - Wyłonił się inny głos.
- Szczerze? Możliwe, że trochę zaczynam rozumieć osobę odpowiedzialną za ten incydent. 
- Co Panienka ma na myśli?
- Ta wojna za długo już trwa. Przez jednego człowieka, który miał czelność nazwać się królem i mieć roszczenia do miasta Kolen, które od zamierzchłych czasów należało do obu państw. Przygotował specjalną prowokację, która miała utwierdzić jego lud, że to my rozpoczęliśmy tą rzeź. Zginęło wtedy wiele niewinnych cywilów, a potem ile pokoleń ludzi i wampirów. Przez chciwość jednego skurwiela. 
 W ten, tą napiętą sytuację, przerwały otwierające się drzwi. Z nich wybiegła mała dziewczynka o białych włosach. Na oko miała 2 lata. Trzymała w lewej ręce lalkę. Tuż za nią przybiegły 2 służące, spanikowane i kłaniające się.
- Przepraszamy najmocniej Panienkę za przerwanie ważnych narad, nie mogłyśmy jej dogonić. - W ten czas dziecko zdążyło przylgnąć do nogi siostry podnosząc lalkę w górę. 
- Veli! Bell nie chce do wody! - Choć atmosfera była bardzo poważna, to niektórzy nie wytrzymali próbując ukryć śmiech. Za to księżniczka nie miała pojęcia co powiedzieć. Zarumieniła się ukrywając twarz przed resztą. 
- Na dziś koniec spotkań. Możecie odejść. - Ci ukłonili się i ruszyli tylko przez siebie znanych kierunkach. 
- Alice! Nie możesz przeszkadzać mi w ważnych obowiązkach! - Ukucnęła do młodszej siostry. 
- Najmocniej przepraszamy! Próbowałyśmy zabrać ją do łaźni, ale wykorzystała naszą chwilę nieuwagi i uciekła. 
- Ali! Musisz brać kąpiel! Prawdziwej księżniczce nie przystoi chodzić brudnej! Co by powiedziała... - Ugryzła się w język. - powiedziały koleżanki odwiedzające nas? Hmm?
- Ale ja chce z Veli! Chce pokazać co zrobiłam wraz z Bell! 
- To pokaż mi teraz. 
- Nie! Tajemnica! Tylko Veli może zobaczyć! Tak powiedziała Bell! 
- No dobrze, dobrze. Zobaczę tylko ja. - Pocałowała ją w czoło. - Przygotujcie łaźnie i będziecie wolne. Przez resztę wieczoru sama się nią zajmę. 

W drodze na kąpiel Veronica trzymała ją za rękę próbując dowiedzieć się o co może siostrze chodzić. Jako, że była dzieckiem często umiała wymyślać niestworzone historie, mogąc opowiadać je godzinami, sprawiając, że odciągała sen z powiek starszej siostrze. Ale Veronica uwielbiała słuchać tych fantazji. Przypominały jej własne dziecięce lata, polegające w większości na zabawie. Żyła wtedy beztrosko nie znając prawdy o świecie, dlatego nie zamierzała zabierać tego Alice, którą rodzina praktycznie porzuciła na rzecz wojny. Ich matka była tylko kilka razy w twierdzy, a królowa z resztą zaledwie raz. Nawet jej narzeczony przestał wracać i nie odpowiadał na listy. Wieczorami, gdy tylko zdołała uśpić siostrę, płakała pod kołdrą. Choć była otoczona przez tyle znajomych twarzy, czuła się samotna. Od głupich decyzji ratowała ją tylko uśmiechnięta buzia siostry. Nie mogła jej porzucić, bo wtedy przejęłaby jej własny los. 

W łaźni podczas kąpieli i także po umyciu Bell, Alice postanowiła ujawnić swoją tajemnicę. 
- Veli! Veli! Patrz! - Zagarnęła wodę do małych dłoni, przystawiła do serca i zamknęła oczy. - A telaz musisz zamknąć oczy! 
Zrobiła jak kazała młoda Pani. W jednej chwili poczuła delikatny powiew chłodu. Przez zanurzenie w gorącej wodzie aż przeszły ją ciarki.
- Wystaw lęce! 
- Już. 
Nagle poczuła jak coś strasznie zimnego spadło na jej dłonie. Zacisnęła je. Było śliskie i po chwili mokre. Otworzyła oczy postanawiając zobaczyć co dała jej siostra. Była to nieregularna kostka lodu. 
- Alice? Skąd wzięłaś lód? - Musiała się upewnić co do tysiąca myśli jakie przepłynęły przez jej głowę. 
- Przecież pokazałam! Jesteś nie dobla! Nie patrzyłaś! - Zrobiła obrażoną minę. 
- Czekaj, czekaj, czekaj. Wyczarowałaś go? - To pytanie odmieniło humor na nowo. 
- Tak!! 
- Kiedy zaczęłaś to robić? - Już znała odpowiedź. W jej siostrze przebudziła się magia. 
- Dzisiaj lano! Wpielw się przestlaszyłam, ale pamietałam jak pokazywałaś mi swoją magię! Veli!? To jest moja magia!? Plawda!? 
- T-tak, całkowicie twoja! Muszę przyznać, że zaskoczyłaś swoją starszą siostrę! Ale takie rzeczy nie są TA-JE-MNI-CĄ! -  Chlapnęła ją wodą. 
 Rozpoczęła się kolejna, straszna wojna na to, która się podda pierwsza. Okrzyki, śmiechy i hałas wody niósł się z łaźni przez jeszcze godzinę. W trakcie tego Alice pokazała swój dar wielokrotnie, słuchając rad siostry, której wzrok przykuwał pewien blady znak delikatnie pojawiający się na klatce piersiowej, w miejscu serca, w trakcie używania mocy. Widziała coś takiego pierwszy raz w życiu. 

Następnego dnia, z samego rana, gdy dopiero większość służby wstawała Veronica postanowiła udać się do zbioru książek jej babci. W nocy nie mogła zasnąć zastanawiając się, co to za znak. Nikt znany jej w rodzinie, ani żaden ludzki mag nie posiadał znaków reagujących na magię właściciela. Ba, nawet nie posiali takiej magii. W dodatku to wyglądało tak jakby był on częścią skóry. Musiała dowiedzieć się więcej nim postanowi martwić jej nieobecną rodzinę.
Nigdy nie pozwolono jej otwierać starych ksiąg królowej, a w jej własnych nic na ten temat nie było, dlatego nie miała wyjścia. Dla siostry zrobiłaby wszystko. Tłumaczyła to też tym, że przecież to ona aktualnie rządzi w twierdzy, więc tak jakby odziedziczyła całą zawartość jaką jej zostawiono. 


Studiowała je przez następne 2 tygodnie, ale niczego się nie dowiedziała prócz tego, że magia ta występowała za dawnych lat. Jednak nie było słowa o tym kim byli jej użytkownicy. Musiała odpuścić. Wypytywała się siostry czy nic ją nie boli, ani źle się czuję. Za każdym razem była ta sama odpowiedź w postaci wyczarowywania większej ilości lodu. 
- Chyba nie ma się czym martwić, skoro nic złego się nie dzieje. - Próbowała przekonać samą siebie. - Będę obserwować Alice i rozwijać dar na tyle jak daleko zdołam. Na pewno jest wyjątkowa. Czuję to w sercu. 


Pierwszy raz od chwili narodzin pozwolono Młodej Panience Alice wyjść z murów twierdzy, by pod ochroną przejść na arenę, gdzie odbywały się turnieje i walki pokazowe. Sama arena była na tyle wielka, by pomieścić 1/10 ludności stolicy,  położona na wschód. Była także drugim co do reprezentowania kraju obiektem w państwie. Przed wojną odbywały się tu wyreżyserowane pokazy dawnych lat. Jednak największą atrakcją był turniej mający na celu wytypowanie najlepszego wojownika. Przede wszystkim brali tam udział mężczyźni, którzy chcieli przypodobać się księżniczkom. Bądź co bądź urok działał i dodawał im werwy do walk. Nieraz walczyły tam także kobiety z tych samych powodów. Jednak kaście królewskiej nie wolno było brać udziały w tychże walkach. Byli zbyt potężni i niegdyś w finałach dochodziło do walk rodzinnych. Była to przednia rozrywka dlatego jako nagrodę dla zwycięzcy proponowano pojedynek z losowo wybranym członkiem rodziny, nie licząc królowej. 

- Alice. Chciałabyś czarować tak jak ja?
- Tak! - Odpowiedziała bez namysłu. 
- To dajmy z siebie wszystko, by tak się stało. Dlatego wpierw chciałabym byś bardzo, ale to bardzo skupiła się na tym bukłaku z wodą. Postaraj się zamrozić wodę bez dotykania jej. W tym celu musisz wyobrazić sobie jak przemienia się w lód.
 Wyciągnęła rączki w jego stronę i napięła się. Po pięciu sekundach...
- I jak!? - Spytała Alice niecierpliwie. Veronica poruszyła wodą za pomocą swojej magii. 
- Nic. Musisz skupić się bardziej, bo jesteś zniecierpliwiona. Jeszcze raz. Tym razem pomyśl o tym o czym myślałaś w łaźni. - Minęła minuta, ale nic się nie zmieniło.
- Nie lubię magii! - Usiadła naburmuszona. 
- Nikt nie powiedział, że uda Ci się za drugim razem. - Pogłaskała ją po głowie. - Mi także opanowanie magii zajęło sporo czasu, a nadal ją wzmacniam. Musisz być cierpliwa i ciągle ćwiczyć. Kiedyś prześcigniesz wszystkich, ale to jeszcze nie ten moment. No a teraz ponownie, skup się. Chcę poczuć chłód twej magii. 

W tej chwili jeden z żołnierzy ochrony podbiegł do zajętych sióstr. Nawet nie poczekał na pozwolenie, by przemówić.
- Zawieszenie broni! - Veronica ucieszyła się z tych wieści, lecz dobrze wiedziała, co stanie się podczas obrad pokojowych. 







 

Serce w zamieci - Samotne choć razem

Rok 19324 II ery.  Twierdza Isiar. Białowłosa dziewczyna siedziała przy ogromnym stole z rozłożoną mapą świata otoczona przez uzbrojonych żo...